Zachodnio-wschodni tygiel kulinarny
Do Polski zaczyna napływać nowa moda. Jak ostatnio każda moda, swoje wzory czerpie z kultury zachodniej. Do takich zachowań w sferze żywności należy z pewnością tak zwany fast food. Co ciekawe, ostatnią wariacją na ten temat są slow foody, które powoli zadomawiają się na polskim rynku i są wyrazem swoistego szacunku wobec jedzenia, które należy celebrować i którym należy się cieszyć. Danie typu fast food jest szybkim sposobem na zapchanie żołądka (często nie zważając na jego protesty i późniejsze bunty). W dzisiejszych czasach, gdy tak ważny jest czas (którego dziwnym trafem zawsze jest za mało), fast foody zawładnęły ludźmi. Mimo wielokrotnych apeli o dbanie o siebie, artykułów na temat pustych kalorii i efektu nadmiernego spożywania tłuszczów (nikt nie wierzy, że prowadząc aktywny tryb życia, może przytyć; a przy tym zmiany często zachodzą stopniowo i są niezauważalne), tak zwane „szybkie jedzenie” podbija świat. Tyle że fast foody – mimo że rodem z Ameryki – to nie tylko McDonald's czy Burger King. To również azjatyckie kuchnie, które stają się coraz popularniejsze. I nie chodzi tu o słynne sushi, które spożywane jest jako posiłek dość elitarny (ma na to wpływ zarówno sposób przyrządzania, jak i cena). Coraz częściej, i to nie tylko na zachodzie, można spotkać się z barami azjatyckimi proponującymi tradycyjny ryż i potrawy wschodnie w któwych często znajduje się wieprzowina czy wołowina. Azjaci znajdują się w każdym większym mieście – już nie tylko europejskim, ale również polskim. Wynika to zapewne z faktu, że w Polsce jest zdecydowanie taniej niż u jej zachodnich sąsiadów, a Europa pozostaje Europą – nawet ta Środkowa i Wschodnia. Być może już niedługo kuchnia azjatycka zneutralizuje wpływy kuchni amerykańskiej? A może razem stworzą nowy tygiel, tym razem kulinarny?