Czy brak apetytu to choroba?

Skargi na brak apetytu słyszy się najczęściej od ludzi, którym dokucza niedomoga wątroby, zaparcie, nadkwasota, niestrawność, jednym słowem od tych, którym nie apetyt jest potrzebny, ale – trawienie.

Dla uniknięcia wszelkich nieporozumień ustalamy, że brak apetytu niesłychanie rzadko jest istotnym objawem choroby, a prawie nigdy nie jest jedynym objawem chorobowym. W młodym wieku, a więc do 18 roku życia, apetyt jest zjawiskiem normalnym, a brak apetytu należy uważać za objaw niepożądany, ale nie chorobowy. Organizm, który się rozwija i składników rozwojowych potrzebuje bardzo dużo i w dużym asortymencie – powinien zgłaszać swoje potrzeby, ale raczej nie jest to regułą. Jednakże dla poprawienia apetytu, a jednocześnie trawienia, młodzieży wystarczy podawać dziurawiec zamiast herbaty.

Po dwudziestym roku życia natomiast, a tym bardziej po czterdziestym, szczególnie przy siedzącym trybie życia, spadek apetytu jest objawem zupełnie normalnym, a niekiedy nawet bardzo pożądanym, Co gorsza – nadmierny apetyt zaczyna w tym wieku być objawem niepokojącym i wiedzie do otyłości, nadkwasoty, zaparcia i innych form złej przemiany materii. Niestety, ziół na zredukowanie nadmiernego apetytu nie ma i tylko silna wola pacjenta oraz właściwy dobór pokarmów mają pomóc w jego zwalczaniu. Do środków ziołowych, które poprawiają apetyt, należą wszystkie zioła, poprawiające trawienie, a mianowicie: kminek, koperek, (nasienie i nać), majeranek, pieprz ziołowy, prawdziwy i turecki, cynamon, goździki, anżeliki, czyli smażone w cukrze zielone pochewki arcydzięgla, używane do dekoracji tortów i mazurków, anyż, czarnuszka, angielskie ziele, liście bobkowe, imbir, gałka muszkatołowa, kolendra, a wreszcie dziurawiec, bobrek trójlistny, piołun, przywrotnik i wszystkie tzw. środki gorzkie. W tym długim spisie, jak widzimy, figuruje raptem pięć ziół nie używanych w kuchni, a poza tym to, czego w całej Polsce używa się jako przypraw smakowych, dodawanych tradycyjnie do pewnych potraw, które bez tego dodatku byłyby, jak mówimy, niesmaczne.

O tym, co jest przyprawione w odpowiedni sposób mówimy, że jest smaczne – i oczywiście – zjadamy więcej. Dlaczego? Dlatego, że wszystkie te środki mają jedną wspólną cechę: zwiększają wydzielanie soków trawiennych w żołądku i już w czasie jedzenia dana potrawa podlega procesowi trawienia, a kiedy jeść skończymy – nie odczuwamy w żołądku ciężaru, spowodowanego zawsze potrawami nie przyprawionymi. A te niekiedy ,,zalegają kamieniem”. Tymczasem żołądka odczuwać nie powinniśmy.

Stąd wielka wartość tych przypraw w każdym domu, w każdej kuchni: w wypadku niepokojących objawów, boleści, mdłości, burczenia w żołądku itp. – wystarczy łyżeczka majeranku lub kminku (nie ma obawy przedawkowania – nikt się jeszcze nie otruł ani cynamonem, ani pieprzem), a cała sprawa wyjaśni się bardzo prędko, żołądek uspokoi się i przestanie nam dokuczać. I ostatni wreszcie wniosek, jaki z tego wszystkiego wynika, to ten, że nie należy jadać potraw uznawanych za ciężko strawne, jak wieprzowina, kapusta czy groch –bez należytego ich przyprawienia według tradycyjnych metod polskiej kuchni: nasze babcie i prababcie nie sypały przecież anyżu lub fasoli czy kopru do tortów, ale nie podawały wieprzowiny bez kminku, grochówki bez majeranku itp. A skoro mowa o przyprawach to warto jeszcze dorzucić, że sól i ocet to nie są przyprawy trawienne, lecz smakowe, należy je więc stosować bardzo oględnie, bo sól zawsze trochę szkodzi, a ocet w pewnych wypadkach należy również do przypraw niepożądanych.